Blog

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+
10 stycznia 2018

Contouring, nontouring, bronzing, strobing, draping – z czym to się je?

Absolutna komercjalizacja rynku makijażowego sprawiła, że przez ostatnie kilka lat jesteśmy wręcz zakrzykiwane kolejnymi to hasłami reklamowymi i nowymi nazwami technik makijażowych, które w rzeczywistości niewiele się od siebie różnią, jednak pomagają sprzedać w istocie te same produkty, które znałyśmy już od dawna.

Zdarza się, że te oraz inne techniki makijażu są mylone, bo działają bardzo podobnie, a ich istota sprowadza się do wyrzeźbienia twarzy, jednak na nieco inny sposób. W ramach poradnika dla nieco mniej wtajemniczonych, wyjaśnię na czym polega konturowanie, bronzing strobing, nontouring i draping, czyli trendy makijażowe, o których ostatnio naczytałam się na stronach dedykowanych urodzie.

Konturowanie – hit ostatnich kilku lat, polegający na używaniu pudru brązującego w chłodnym kolorze, aby wyrzeźbić twarz. Miejsca, w których nakładamy bronzer mają imitować naturalne cienie naszej twarzy (kości policzkowe, załamanie powieki, żuchwa) i optycznie ją wyszczuplić, natomiast te, na które nakładamy jasny korektor (czoło, broda, łuk brwiowy) będą podkreślone.

Draping działa na takiej samej zasadzie, jednak przy zastosowaniu zaskakującego produktu – różu. Oczywiście takiego w bardziej naturalnym, brudnym kolorze, żeby nie wyglądać groteskowo.

Bronzing przypomina contouring, jednak ma nieco inny cel. Choć również rzeźbi twarz, to ma ją przede wszystkim opalić i nadać jej zdrowy, złocisty kolor. Bronzera nie nakładamy tak precyzyjnie; chodzi tu o muśnięcie twarzy pędzlem, używamy do tego produktów w ciepłych odcieniach.

Strobing ostatnio zyskał na popularności. Hasło przewodnie: maksymalne rozświetlenie. Uwagę zwracamy nie na wyszczuplenie twarzy bronzerem, tylko na podkreślenie jej naturalnego blasku. Począwszy od olejków, poprzez bazy i podkłady rozświetlające aż po wykończenie rozświetlaczem. To chyba mój ulubiony trend!

Non-touring przypomina strobing w nieco lżejszej wersji, a jego główne założenie to minimalizm. Delikatny podkład lub krem CC, korektor, puder i muśnięcie rozświetlacza. Au naturel!

Mogę was zapewnić, że nawet, jeśli jesteście tego nieświadome, to stosujecie zapewne wielu technik, których po prostu nie nazywacie. Zabawny ten przemysł urodowy.