Blog

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+
21 grudnia 2017

O postanowieniach noworocznych – czy warto? Jak ich przestrzegać?

„Nowy rok, nowa ja” – to banalne powiedzenie często jest przedmiotem żartu, ale czy słusznie? Mówi się, że głupio wyznaczać sobie nowe cele tylko dlatego, że zmieniła się data w kalendarzu. Robienie postanowień może zdawać się naiwne, bo nic nie stoi przecież na przeszkodzie, aby zmienić swoje zachowanie w każdej chwili, niekoniecznie akurat pierwszego stycznia. Ta tradycja nie wzięła się jednak znikąd i myślę, że powinniśmy doceniać ją ze względu na motywację, której może nam dostarczyć.

Lubię myśleć o okresie noworocznym, jako o początku – mamy wtedy pretekst, żeby zastanowić się nad tym, czy jesteśmy zadowoleni z minionego czasu, czy dalej chcemy żyć tak, jak żyjemy i co chcemy osiągnąć? W szczególności uświadomić sobie, z czego jesteśmy zadowoleni, a z czego nie – i, w takim razie, jak to zmienić?

Uważam, że postanowienia nie powinny być listą zadań, tylko zbiorem mantr, myśli, które chcemy wcielić w życie, aby być bardziej efektywnymi, zaradnymi czy szczęśliwymi. Mogą one pomóc nam bardziej świadomie postępować i dzięki temu spełnić funkcję terapeutyczną. Kilka z moich takich „postanowień” z zeszłego roku to: przestanę krytycznie patrzeć na innych, nie będę marnować czasu i nie będę się ogłupiać. Są to ogólniki, które trzeba przełożyć na nasze rzeczywiste zachowania, w moim przypadku; plotkowanie, poświęcanie zbyt dużej uwagi mediom społecznościowym i oglądanie programów reality.

Naturalnie, nie samymi mantrami człowiek żyje, a tworzenie nowego dekalogu nie ma sensu, bo nie będziemy w stanie wprowadzić niezliczonych zasad z dnia na dzień. Trzeba zaczynać skromnie.

Ja dzielę moje postanowienia na 3 grupy: pierwszą już omówiłam, są to mantry i długofalowe zmiany (np. czytanie większej ilości poezji, koniec obgryzania paznokci) druga to przyziemne zadania, a ostatnia to bardziej lotne cele. Z tej ostatniej kategorii niewiele mogę wam doradzić, bo są to po prostu małe marzenia, o których wiecie, że możecie je spełnić w nadchodzącym roku – np. dostanie się do wybranej szkoły, odwiedzenie jakiejś wystawy, spróbowanie czegoś po raz pierwszy, podjęcie nowego hobby… Bądźcie selektywni, rok to wcale nie tak długi czas, jak mogłoby się wydawać.

W kwestii przyziemnych zadań także nie można się przytłoczyć – w moim przypadku było to obejrzenie 50 filmów i przeczytanie 10 książek w ciągu roku. To kwestia indywidualna, możecie postanowić, że namalujecie obraz, że będziecie pisać; wybierajcie dowolnie, ale niech będzie to plan racjonalny. W innym przypadku możecie nawet nie zacząć, świadomi tego, że wyznaczyliście sobie zbyt trudne zadanie.